Kultura

“Pejzaż” – felieton Roberta Maja

Pejzaż zawiły jak poemat

A temat – taki zwykły temat.”

Swego czasu, pewien mój znajomy, po wyremontowaniu świeżo nabytego mieszkania oznajmił mi:

– Potrzebuję obrazu.

– Jakiego? – zapytałem mile zaskoczony, bowiem wcześniej nie zauważyłem u niego jakiejkolwiek potrzeby obcowania ze sztuką.

– Takiego… gdzieś, czterdzieści na sześćdziesiąt!

W podobnej kategorii estetycznej klasyfikowano w XIX wieku pejzaż. Niżej lokowana była jedynie martwa natura. Pomimo tak lekceważących ocen, sztukę pejzażu kształtowały przez dziesięciolecia różne szkoły malarskie. Już w XVII wieku w malarstwie holenderskim odrzucono gloryfikację świętych i zwrócono się w stronę realizmu. Stopniowo rozpoczął się proces wyodrębniania pejzażu jako samoistnego gatunku w malarstwie. Artyści niderlandzcy, od tak zwanych romanistów do realistów, przeprowadzili malarstwo krajobrazowe od średniowiecznej wizji przyrody do lirycznych widoków. Wypracowaną formułę szkoły holenderskiej cechowało pochmurne, ale zawsze błękitne niebo, zajmujące 2/3 wysokości obrazu i znajdująca się na wysokości 1/3 linia horyzontu. Odmienny charakter stworzyła grupa malarzy francuskich działająca w okolicach Barbizon. Wprawdzie odwoływali się do wzorów holenderskich, ale preferowali tak zwany „krajobraz intymny” oparty na romantycznym kulcie przyrody. Tematem były zazwyczaj stawy, brzegi rzek, skały, lasy, z dominującą ciepłą kolorystyką ożywioną czasem sztafażem. Historycznie równie głęboko, bo do XVIII wieku i Duńskiej Akademii Królewskiej, założonej w 1754 roku, sięga swoimi tradycjami pejzaż skandynawski. Nierozłączną jego cechą było „inne światło”. Położenie geograficzne Skandynawii wiąże się bowiem, jak wiemy, z odmiennym kątem padania promieni słonecznych. Barwą dominującą skandynawskich pejzaży był błękit. Ukuto nawet termin „błękitnego malarstwa” odnoszący się do tej kolorystyki jak i klimatu dzieła (od ang. blue – chandra, smutek) związanej ze zmierzchami polarnych nocy.

Pierwsza połowa XIX wieku, to również początki „dusseldorfskiej szkoły” pejzażu. Romantyczny nastrój, widoki kapliczek, zamków, skał oplecione blaskiem księżyca lub zachodzącego słońca, spotęgowane skłębionymi chmurami. Właśnie w Dusseldorfie wielki podziw wzbudziły prace Iwana Szyszkina. Precyzyjna kreska, filigranowe detale sprawiły, że prezentował swoją wizję przyrody z fotograficzną dokładnością. Przełom wieków, to filozofia czystego i bezpośredniego, doznanego materialnie odczucia. Impresjonizm, bo o nim tu mowa przedstawiał rzeczy według indywidualnego wrażenia, odrzucając powszechnie przyjęte reguły. Impresjoniści pracując w otwartej przestrzeni, aby utrwalić naturę ulegającą nieustannym zmianom, pejzażem zdominowali wszystkie inne tematy. Polskie malarstwo krajobrazowe znaczone jest takimi nazwiskami jak Józef Chełmoński, Władysław Podkowiński, Leon Wyczółkowski, Julian Fałat i dziesiątki innych znakomitości.

Niejako klamrą ten krótki felieton spina Kielecka Szkoła Krajobrazu, jakże mocno związana również z działalnością Fotoklubu „Galeria MCK” w Ostrowcu Świętokrzyskim. Wykształciła ona kompletnie odmienną estetykę prezentowania natury, podnosząc jednocześnie sztukę fotografii na najwyższy poziom. Kielecka Szkoła Krajobrazu, niejako w kontrze do dotychczasowej estetyki pejzażowej, to szczególna szkoła fotografii czarno białej, charakteryzująca się niespotykaną kompozycją. Wyeliminowała ona z kadru niebo lub pozostawiła jedynie wąski jego pasek, jednocześnie akcentując geometrycznie poukładane pasy pól, falujące linie pagórków, rzędy zbożowych snopów ciągnące się ku horyzontowi.

I tak, okazuje się, że sztuka pejzażu może być sztuką ponadczasową i najwyższej próby artystycznej.

Robert Maj