Kultura

Felieton R.Maja “Sztuka dla elit, czy dla mas? Czyli o tym jak Klatę wziąć na klatę”

Kiedy w dziewiętnastowiecznej Europie rozkwitła wiosna; nie jakaś tam elitarna, ale Wiosna Ludów, dylemat „sztuka wysoka, czy niska” za sprawą Biedermanna i Blummelmeiera rozgorzał na dobre. Obaj ci dżentelmeni będący karykaturalną wersją filistra o ciasnych poglądach, bez wyższych aspiracji dali nazwę stylowi w sztuce, który przez wielu był traktowany z lekceważącym uśmiechem. Dziś zerkam na ścianę, gdzie wisi portret jakiegoś urzędnika w stylu Biedermeier ze zdziwieniem, jak niegdyś surowo był oceniany i myślę sobie: ZNAKOMITY!

W okresie niemowlęcym dramaturgii, teatr antycznej Grecji adresowany był do wszystkich warstw społecznych. Jednak podział na sztukę elitarną i masową, wysoką i niską był nieunikniony. Zaspokajała ona zarówno potrzeby przyziemne jak i ambitne, przez stulecia. Współczesność zmieniła jedynie stosunek do sztuki niskiej. Teatr współczesny, a szczególnie teatr polski serwuje widzom zarówno teatralne disco polo, grane rutynowo przez objazdową trupę komediantów – telewizyjnych celebrytów jak i wyrafinowany postdramat korzystający z tekstów Elfriede Jelinek, Hanocha Levina czy Johna Maxwella Coetzee.

Teatr przednowoczesny miał swoje jarmarczne oblicze (commedia dell’arte) i teatr dworski adresowany do arystokracji. Te dwa rodzaje sztuki funkcjonowały w przestrzeni dwóch różnych środowisk nie mających ze sobą żadnych punktów wspólnych. Dziś takie wspólne przestrzenie można dostrzec. Tylko z pozoru konsumentami spektakli progresywnych są ci „z wielkich miast” a i twórcom szufladkowanym przez krytyków w dziale „wybitny” zdarza się korzystać z tekstu prymitywnego i kompromitującego (patrz: „Matka Joanna od Aniołów” w reżyserii Jana Klaty, Nowy Teatr w Warszawie). Te współczesne, bardzo ostre podziały w sztuce zostały wykreowane przez procesy kapitalistyczne i rynkowe, produkując tzw. nowe elity, a pozostawiając na marginesie prowincjonalne masy. Ale rynek zmienił sztukę w towar, gdzie pierwiastek wrażliwości został zastąpiony przez pierwiastek komercyjny.

Przykłady? Proszę bardzo. W zeszłym roku będąc na Ukrainie kupiłem charakterystyczną dla rejonu Pokucia, tradycyjną ceramikę huculską, która przed trzema miesiącami została wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Spróbujcie takie cuda znaleźć w przemądrzałej, wielkoświatowej Holandii.

Robert Maj